Tysiące odcieni życia...

O jesieni na wiosnę.

Zbliżają się moje kolejne urodziny, już straciłam rachubę jak długo tutaj z wami jestem. Przez ten czas pozmieniali się ludzie, niegdyś ulubione blogi przestały istnieć. Poznałam dzięki pisaniu wielu fantastycznych ludzi, z niektórymi mam kontakt do dziś, choć przestali już pisać publicznie.

Po co więc pisali? Chyba to właśnie było lekarstwem na ich zranioną duszę, pomagało zająć myśli, wypowiedzieć w świecie wirtualnym to, czego nie byli w stanie powiedzieć swoim bliskim, rodzicom, partnerom. Każdy czasami potrzebuje się wygadać i ja to świetnie rozumiem, sama kiedyś korzystałam z bloga właśnie na takiej zasadzie i wiecie czego się nauczyłam?

Kiedyś robiłam wiele głupot, później o tym myślałam, teraz jest odwrotnie ;)

A jednak głupoty w mojej głowie mnie nie opuszczają, mam milion pomysłów na minutę, słomiany zapał, mam artystyczną duszę, wciąż jeszcze nie wiem czego chcę, ale jedno wiem.

Mimo ostatnich złych wyników-(okazało się że mam niedoczynność tarczycy, stąd ostatnio pisałam o diecie, bo zaczęłam zauważać że coś się zmieniło zbyt szybko. Idę do lekarza w czerwcu, do miasta oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów, w moim mieście kolejki są na kilka miesięcy dalej i to.. PRYWATNIE. Tak, właśnie tak. Nie zastanawiałam się między wyborem NFZ czy iść prywatnie, wiedziałam że muszę działać szybko a czerwiec to były najbliższe terminy, zastanawiam się ile musiałabym czekać na NFZ....) zamierzam korzystać z życia ile się da. 

jaro_v_lese.jpg

A poza tematem... Obalając mity o pechowym roku w związku... 7 rok.

Dla mnie jest jednym z lepszych :)

Pozdrawiam was serdecznie :)